wtorek, 3 stycznia 2012

Robert Lewandowski - sport




Polski piłkarz wstawiony do składu silnego, zagranicznego klubu, wygląda najczęściej jak Woody Allen wśród surferów z Australii. Ale nie on. Kariera tego chłopaka pełna jest wzlotów i upadków, jednak teraz rollercoaster zatrzymał się wysoko. Mówią, że jego możliwości są jeszcze większe. Jest w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie. Robert Lewandowski. Oto historia o tym, jak stał się diamentem w koronie mistrza Niemiec. Jak poradził sobie z wielką presją. Jak stał się idolem Dortmundu. Jak z dobrego piłkarza zmienił się w świetnego piłkarza. Czy najlepszego w naszym kraju od czasów Zbigniewa Bońka?

Najlepiej byłoby zapytać samego Bońka. Dzwonimy. - Przede wszystkim mnie sprawia wielką frajdę i przyjemność, że Robert tak się rozwija. A czy będzie lepszy ode mnie? Ocenimy po zakończeniu jego kariery. Ale do tego momentu jeszcze wiele może osiągnąć. Ma 23 lata, gra w bardzo dobrym klubie. Ile jest jeszcze drużyn, do których mógłby pójść? Barcelona, Real, Manchester City lub United. Może jakiś włoski klub - wymienia były gwiazdor Juventusu. - Ja w wieku dwudziestu sześciu lat występowałem w Widzewie, on jest w Borussii, w innym świecie. Chociaż może to akurat zły argument, bo Widzew był wtedy jednym z najlepszych dziesięciu klubów w Europie - śmieje się "Zibi".

A tak mówi sam Lewandowski: - Przede mną jeszcze długa droga. Kiedy zakończę karierę, może pokuszę się o takie porównanie. Na razie nie mogę mówić, że jestem lepszy od Bońka, bo on nie gra już w piłkę. Takie oceny będą się co jakiś czas pojawiać, ale nie mam z tym problemu.

Kosecki: on musi być jak Barca!

Oto cytat z Aleksandara Vukovicia, który od wielu lat gra na polskich boiskach, z jego profilu na facebooku (mamy nadzieję, że się nie pogniewa): "Robert Lewandowski, pierwszy od Bońka do dziś, wielki piłkarz Polski!!! Analizowałem dogłębnie, :-) było sporo bardzo dobrych, (Pisz, Kosecki, Wałdoch, Warzycha i inni), ale to pierwszy, po panu Zbyszku wielki piłkarz! I będą kolejni...".

Vuković docenia klasę Lewandowskiego. Czy nie przecenia? Chyba jednak ma rację – mieliśmy kilku bardzo dobrych piłkarzy od momentu, w którym Boniek zakończył karierę. Był duet Andrzej Juskowiak – Wojciech Kowalczyk, który świetnie spisywał się na igrzyskach w Barcelonie, Roman Kosecki zaliczył kilka ciekawych klubów – Atletico Madryt, Galatasaray, Nantes. Piotr Świerczewski grał w Olympique Marsylia, Jacek Bąk w Olympique Lyon, a Tomasz Wałdoch i Tomasz Hajto regularnie występowali w Schalke. Gola za golem dla Panathinaikosu strzelał Krzysztof Warzycha, Ligę Mistrzów, wreszcie, wygrał z Liverpoolem Jerzy Dudek.

Jednak emocje kibiców zawsze najbardziej rozpalają napastnicy i gracze ofensywni. Generalnie – gole. Dzięki nim piłkarz staje się idolem. Świetny przykład to Andrij Szewczenko. Ukrainiec zrobił karierę, o jakiej właśnie mówimy. Karierę na miarę Bońka. Obrońca czy bramkarz mogą być doceniani, ale rzadko są takimi bożyszczami jak bramkostrzelni napastnicy. Ten warunek Lewandowski spełnia.

- Pierwsze pytanie, które trzeba sobie zadać, to czy Boniek faktycznie był najlepszy. Ale załóżmy, że tak. Myślę, że Lewandowski może być najlepszy w historii polskiej piłki. Jest na najlepszej drodze do tego, no to napastnik i dzięki temu jest mu łatwiej – twierdzi Świerczewski. – Sam jestem ciekaw, jak w ciągu kilku najbliższych lat potoczy się jego kariera. Ma wszystkie dane do tego, żeby być wielkim piłkarzem. Jest silny, skuteczny, gra dla zespołu. Może trochę brak mu gazu, ale wtedy byłby jak Messi, to byłoby zbyt piękne – śmieje się były reprezentant Polski.
- Myślę, że on się jeszcze rozwinie, może spokojnie dosięgnąć wyższego pułapu, bo to mądry chłopak, no i pracowity. Teraz to jest jego najważniejsze wyzwanie – utrzymać to, co już zrobił i dodać kolejne plusy do swojej gry. Być jak Barcelona – każdy mecz to święto, każdy mecz o wszystko, bez względu na to, czy gra się w Lidze Mistrzów, czy z Hoffenheim – uważa Roman Kosecki.

Lawina nagród i pochwał

O jedno możemy być spokojni. Wszystkie wyróżnienia, które spadają w końcówce roku 2011 na polskiego napastnika, nie przewrócą mu w głowie. Lewandowski potrafił dobrze znosić krytykę, nie zaszkodzą mu więc pochwały. A chwalony jest wszędzie i przez wszystkich. Ostatnio renomowany hiszpański dziennik Marca sporządził listę dwudziestu zawodników, których czeka wielka kariera, a występują poza Hiszpanią. Robert znalazł się w doborowym towarzystwie – obok Daniela Sturridge’a z Chelsea, czy Toniego Kroosa z Bayernu Monachium.

W ostatnim czasie nie było niemal dnia, żeby Polaka ktoś nie wyróżnił. Niemiecki dziennik "Bild" uznał, że Lewandowski był jednym z najjaśniejszych punktów ligi w rundzie jesiennej. Magazyn "Kicker" cztery razy umiejscowił go w jedenastce kolejki. "Sport-Bild" wyliczył, że gole dały mu dodatkowe pieniądze, bo dzięki tym trafieniom wypełnił warunki kontraktu dotyczące bonusów. Ale przede wszystkim zaczął regularnie grać, a klauzula w umowie dawała mu wzrost zarobków o 180 tysięcy euro rocznie, w przypadku dwudziestu meczów w podstawowym składzie Borussii.

Kapitan Borussii Sebastian Kehl powiedział, że Lewandowski zrobił w minionej rundzie największe postępy. – Robert pokazał w ostatnich kilku miesiącach, dlaczego nasz trener nazwał go kiedyś najbardziej ekscytującym graczem w Polsce w ostatnich dziesięciu czy piętnastu latach – powiedział Kehl.

Inne wyróżnienia? W Polsce nie było chyba serwisu internetowego piszącego o sporcie, czy gazety, które nie uznałyby go najlepszym piłkarzem mijającego roku. I kto by się tego spodziewał po pierwszym sezonie? Pamiętacie jeszcze filmiki, jakie krążyły w sieci, obśmiewające nieskuteczność Polaka? Szyderstwa niemieckich gazet? W tej nagonce na Roberta, który cały czas toczył trudny bój o miejsce w składzie z Lucasem Barriosem, najważniejsze było jedno – Juergen Klopp wiedział, że reprezentant Polski pewnego dnia pokaże klasę.

To właśnie trener mistrza Niemiec, przekonywał wszystkich, że Robert zacznie grać na wysokim poziomie. Tymczasem sam Lewandowski harował na treningach. Nie chodził do dziennikarzy, nie żalił się, nie straszył, że odejdzie, nie mówił, że trener go nie lubi. Słowem – nie zachowywał się jak typowy polski piłkarz. Walczył. Przełom musiał w końcu nastąpić.

Lewandowski był zahartowany. Mimo młodego wieku sporo przeżył, doświadczył wielu rozczarowań i ciosów od życia. Jak wtedy, gdy nie chciała go Legia. Ale najbardziej, kiedy zmarł tata, który trenował Roberta i bardzo go wspierał. Chłopak musiał bardzo szybko dorosnąć. Miał szesnaście lat. To wiek, w którym zastanawiasz się, ile czasu poświęcasz na naukę, a ile na gry komputerowe. Nie w tym przypadku.

Mocny charakter to podstawa, jeśli chcesz robić karierę w poważnej piłce. Lewandowski świetnie poradził sobie z presją.

- Akurat o to byłem spokojny, bo wiem, jak poukładanym i twardym chłopakiem jest Robert – mów Andrzej Juskowiak, były napastnik reprezentacji Polski, który pracował z Lewandowskim w Lechu. – Ma jedną fundamentalną zaletę. Zdrowie. Jego konstrukcja fizyczna pozwala mu znosić spore obciążenia, a w Bundeslidze treningi są bardzo ciężkie. Nie każdy to wytrzymuje. Na treningach musisz mocno pracować, a potem przychodzi mecz i musisz znaleźć świeżość. Zwróćmy uwagę, że Robert nie ma problemów z urazami – dodaje znany z występów na niemieckich boiskach Juskowiak.

Jego zdaniem Lewandowski może zajść bardzo daleko, ale na to dopiero przyjdzie czas. – Jest w znakomitym klubie – kibice, stadion, wyniki, trener – te czynniki sprawiają, że naprawdę nie ma powodu, by zmieniać otoczenie. Oczywiście każdy piłkarz ma marzenia. Jeden śni o Realu, drugi o Barcelonie, trzeci o Manchesterze United. I za jakiś czas jeden z tych klubów może zgłosić się po Lewandowskiego. Pamiętam jednak, jak Ebi Smolarek grał w Dortmundzie. Szło mu w pewnym momencie świetnie. Narzekał, że jest niedoceniany, chciał odejść. Ja czytałem wtedy prasę i Smolarka tutaj bardzo chwalono. Zmienił klub. I gdzie dzisiaj jest? Jak jego kariera potoczyła się od tamtego momentu? Gdyby został w Dortmundzie, tak sądzę, wiele spraw mogłoby wyglądać inaczej – opowiada Juskowiak.

Wart 15 milionów euro

Mówią, że Franciszek Smuda to wielki farciarz. W czepku urodzony facet. Wystarczy spojrzeć na losowanie grup na Euro 2012. Albo obejrzeć końcówkę meczu Widzewa z Broendby Kopenhaga. Tak, można o Smudzie powiedzieć wiele rzeczy, ale nie to, że brak mu szczęścia. I teraz znów szczęście mu sprzyja, bo ma w kadrze Lewandowskiego. Zawodnika, którego kiedyś pojechał oglądać w meczu Znicza Pruszków i po zobaczeniu go w akcji powiedział do szefa skautingu Lecha Andrzeja Czyżniewskiego: – Ty mi powinieneś za paliwo zwrócić!

Lewandowski wpisuje się idealnie w stereotyp Smudy-szczęściarza. Wyjmijcie mu z drużyny Lewandowskiego i Jakuba Błaszczykowskiego w formie, a zobaczycie wielkie NIC w ofensywie. Zero. Brak opcji. Pozostaje gra na bezbramkowy remis. Ci dwaj piłkarze są gwarantem, że nawet w spotkaniu, które nie układa się po naszej myśli, da się zrobić coś extra. Jedną akcję, która da zwycięstwo. To są piłkarze, jak to się ładnie mówi, którzy robią różnicę.

Menedżer Lewandowskiego Cezary Kucharski uważa, że 15 milionów euro to jest minimum, jakie chętny klub musiałby zapłacić za Roberta. - Oferta znalazłaby się choćby jutro, tylko po co zmieniać teraz otoczenie? - pyta Kucharski. - W Borussii Robert czuje się bardzo dobrze, zaaklimatyzował się, a trener Klopp zaufał mu i stawia na niego. Zmiana barw na pół roku przed Euro byłaby bardzo ryzykowna.

Boniek potwierdza: – Jak ci dobrze z kobietą, to po co zmieniać? Tak samo jest z klubem. Nie wiem, ile Robert jest wart, pewnie tyle, ile ktoś za niego chce zapłacić. Na razie to spekulacje, ale Lewandowski ma wszystko, żeby zrobić wielką karierę.

Lewandowski powiedział kiedyś na łamach Magazynu Futbol: – Cenę piłkarza kształtuje wiele rzeczy, ale jedno się nie zmieni - zawsze najdrożej będzie się sprzedawać i kupować graczy, którzy zdobywają bramki i potrafią w pojedynkę przesądzić o losach meczu.

Można spokojnie uznać, że suma ponad 10 milionów euro za Polaka nikogo by dzisiaj nie zszokowała.

- Życzę Robertowi, żeby w Nowym Roku nie brakowało mu wyzwań. Jest w idealnym momencie, w takim wieku, że wszystko przed nim. Ludzie widzą go w Premier League, ale ja chciałbym, żeby zagrał w Hiszpanii. Jeśli nie w Barcelonie, to może w Valencii? Nie wiem, czy to najlepszy piłkarz od czasów Bońkach, ale wiem, że dzisiaj nazwisko tego chłopaka jest w notesach skautów największych klubów Europy. Jeśli zagra dobrze na Euro 2012, możemy być świadkami wielkiego transferu. Myślę, że ten turniej da nam sporo odpowiedzi na pytania dotyczące przyszłości Roberta – kończy Kosecki.

Podczas Euro 2012 na polskich ulicach i stadionach będzie można spotkać wielu kibiców w koszulkach z napisem "Lewandowski". Ci ludzie będą wierzyć, że Robert pociągnie drużynę Smudy do zwycięstw. Udźwignie presję, nie musimy się martwić. Wiele razy podkreślał, że najbardziej lubi grać przy pełnych trybunach. Wtedy jego talent lśni najmocniejszym blaskiem.

PRZEMYSŁAW RUDZKI (autor jest dziennikarzem "Faktu" i komentatorem Canal+ Sport)
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx


slowa-znani, ludzie, gwiazdy, celebryci, show-biznes,wywiad, życie, sukces, kariera, ciekawostki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Prześlij komentarz